czwartek, 16 września 2010
LATA 1950
Zanim Krasnystaw został – przynajmniej częściowo – zwodociągowany ( zaczęto tę inwestycję już w latach 50-tych, sprawą zajął się wówczas urzędnik miejski – niejaki Piekarski, którego imię nosi teraz jedna z krasnostawskich ulic) jego mieszkańcy musieli korzystać z nielicznych studni a przede wszystkim z ujęcia na Stokach. Wodę dostarczali w każdą część miasta wozacy w beczkach 1000-litrowych. Byli to m.in. Białonoga, Bąk, Omiotek i Malec. Nosiła ją też kobieta nazwiskiem, bądź przezwiskiem Janowa, która sprzedawała życiodajny płyn w wiadrach cynkowych. Janowa brała 1 zł za wiadro a wozacy, którzy zaopatrywali m.in. szpital i szkoły – od 50 gr. za wiaderko. Przy tym „ludzkim wodociągu” mogli zarobić też chłopcy. Dzieciaki kręciły kołem zamachowym bądź pracowały przy drugiej pompie i nalewali wodę za 50 gr. a potem za złotówkę od beczki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz